To za tunelem stojącym na południowych krańcach Vlore zaczyna się inna - piękniejsza Albania. Bez rozgrzebanych budów, policjantów, stacji benzynowych ale za to z wysokimi górami i na wpół dzikim morskim wybrzeżem. Wprawdzie nowa szosa stopniowo zastępuje wąską górską ścieżkę łączącą do niedawna Vlorę z Sarandą. Na niej z trudem mijały się dwa auta więc przejazd dostarczał sporo adrenaliny. Teraz pozostało już tylko kilka takich wąziutkich odcinków, głównie w górskich wsiach. Za przełęczą Llogara zaczyna się inna strefa klimatyczna. Z wyniosłych zboczy znikają sosny a w ich miejsce pośród wysuszonych skał pojawiają się opuncje i agawy. Droga biegnie pośród małych wsi przyklejonych do stromych skał wznoszących się prawie pionowo z Morza Jońskiego. W dole widać puste plaże z niekończącymi się liniami małych i dużych bunkrów. Tutaj jeszcze nie docierają turyści. Większości pośród nich wystarczy kilkudziesięciu kilometrowa piaszczysta plaża w okolicach Duress z mnóstwem restauracyjek, hoteli i dyskotek. Przystajemy nad niewielką zatoczką tuż za Himare. To rybackie miasteczko jest całkowicie zasypane pyłem z przebudowywanej drogi więc tu nad morzem oddychamy z ulgą. Samotne gospodarstwo, piękna woda i cisza. Znakomite miejsce na odpoczynek. Dopiero po chwili dowiadujemy się, że to dom należy do kompleksu wojskowego nad Zatoką Porto Palermo, który zaczyna się za kolejnym wzgórzem. Port z podziemnymi hangarami do których kiedyś wpływały łodzie podwodne oraz okręty stoi pusty ale jest pilnowany przez kilku wartowników. Jedziemy więc dalej. Nad szczytami zbierają się gęste chmury.
Zobacz galerię moich zdjęć z Albanii: