Egipt 27.10 - 6.11.09
Ognisko płonie w żeliwnej miednicy. Nad nim w niewielkim metalowym dzbanuszku prażone są ziarna kawy. Chłopak odpowiedzialny za ich opalenie ma może 7 może 8 lat. Traktuje swoje zadanie bardzo poważnie. Potrząsa i grzechocze ziarnami, co chwila zaglądając czy aby nie spaliły się już na czarne węgle. Wreszcie uznaje, że są wystarczająco dobre by je rozgnieść wraz z imibirem w mosiężnym moździerzu a potem zalać wrzątkiem z czajnika w filiżaneczkach wielkości naparstków. Dobra jest ta kawa ale myślę o nieco większym naczyniu. Niestety – osoby spragnione mocno się zawiodą. W krajach arabskich czy to kawę czy herbatę podaje się w niewielkich filiżankach lub szklaneczkach. Jednak nikt nie ma wątpliwości co do ich aromatu i mocy. I to nimi trzeba się delektować...
Czas na późne śniadanie. Co chwila dobiega jakieś zaproszenie od nowych arabskich znajomych aby wpaść do nich na coś pożywnego. Próbuję różności oto weika, madida (deser na bazie mąki, mleka i kiełków fasoli) i magly (mieszanka puree z dodatkiem kardamonu i tamaryndowca). Oczywiście obowiązkowo herbata i mała kawa z imbirem.
Ahmed wolno kopie dołek prze namiotem. Musi się tam zmieścić ognisko i spory gar bez dna. Niby tuż po śniadaniu ale to najlepsza pora na przygotowanie najważniejszego posiłku dnia. Koza - główny i świeży produkt stoi już przywiązana do obozowego palika. Krojone są warzywa, znoszone drewno. Koza została zabita nożem, oprawiona i pokrojona na kawałki. Oglądam sposób pieczenia mięsa, który jest prosty i podobno niezawodny. W wykopanym dole rozpala się duże ognisko. Potem, gdy utworzy się już gruba warstwa żaru, kładzie się nań mięso i przykrywa garnkiem bez dna. Garnek zasypuje się piaskiem i na nim rozpala się kolejne ognisko. Kozia wątróbka wędruje zaś prosto do żaru. Obiad gotowy. Ahmed zaprasza abym potem wpadł jeszcze na zupę z koziej głowy.
Zobacz multimedialną prezentację /fotokast/ z tej wyprawy:
http://www.waskiel.pl/egipt/Zobacz galerię zdjęć z tej wyprawy:http://www.waskiel.pl/egipt.html